Grypa zaskoczyla. Ledwo to sie opijalo ostatni zdany egzamin (tak!!), a tu pufff, 40stopni goraczki, kaszellek, katarek, lozko i ferveksik, fuj. Od czwartku mialam szalec w stolicy odwiedzajac stesknionych rodzicow, a tu poki co imprezuje wsrod poscieli, z kotem upijamy sie syropem. Wyjazd przesunal sie o tydzien, a mi tu ferie mijaja.
Nic to, zyje juz tylko wyjazdem na karnawal w Rijece. Trzeba powoli kombinowac, za co by sie tu przebrac, a ze karnawal raczej z tych 'oh,ah!' wiec i kostium musi byc kostiumem a nie kawalkiem szmatki w stylu costam wannabe w zamysle. Ambitnie zalozylam uszyc stroj sama. I teraz sie miotam, bo pomysl sailor pin-up girl jakis taki oklepany sie wydaje. audrey hepburn? hm. tylko tez taki malo wow. szukam inspiracji.
co czytalam: 'apartament do spraw nadzwyczajnych'
co slysze: ftv, w tle.
co musze: wyzdrowiec!
co chce: jw, +lody... :(
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz