2011/01/15

Oh! My! God!

moj ukochany postanowil wybyc na weekend az za alaske takze, z pewnym szczesciem na duszy i kapka poczucia winy, zajelalam jego biurko. wiecej, pieprzac rowno od dolu do gory moja refluksowa diete, zrobilam sobie kawke w jego ukochanym lansiarskim starbaksowym kubku.
co tam sie dzieje? otoz przegladajac wszystkie magazyny, blogi, fejsbuki, trendbooki i co tam sie jeszcze da subiektywnie, nic nowego: 1.chloe 2.celine 3.stella mccartney. przy czym 3 to za pojedyncze modele i ogolna slabosc do owej pani, gdyz kolekcja spring 2011 nie jest wg mnie powalajaca. ale hannah macgibbon i phoebe philo naprawde daja rade, zachwycam sie jak zawsze prostymi fasonami, idealna linia, doskonale dobranymi kolorami, i subtelna tylko odpowiedzia na trendy, bez krzyku. 


a to pare smakow 2010, ktore w glowie mam do dzis:









odrywajac sie od przyjemnosci szperania wracam do mojej gramatyki opisowej, toz sesja!
na koniec, rozdmuchany zbiorowy orgazm 2010. ale reklama naprawde kopie tylki!




co czytalam: 'gramatyka opisowa jezyka polskiego'
co slysze: cala 'granda' brodki
co musze: musze zakuc i zdac!
co chce: odmarati!


nat.


ps. wiem, slabo narazie, ale sie rozkrece.

Brak komentarzy: